Święto parafialne w Kuźnicy
Gdy wrześniowe słońce pokazało już swą twarz nad wschodnim horyzontem, a jego promienie zamigotały w kroplach porannej rosy, donośny dźwięk dzwonów w świątyni nieopodal polsko-białoruskiej granicy, przywoływał wiernych na modlitwę. Niby zwyczajna niedzielna liturgia, a jednak inna - uroczysta i podniosła, bo celebrowana w dzień patronalnego święta Podwyższenia Krzyża Pańskiego.
Uroczystości zapoczątkował molebien z oświęceniem wody. Sprawowanej następnie Boskiej Liturgii przewodniczył ks. prot. Łukasz Ławreszuk z Sokółki, wraz z ks. mitratem Eugeniuszem Michalczukiem z Krynek, ks. prot. Mirosławem Łuciukiem z Kruszynian, ks. prot. Justynem Jaroszukiem z Krynek, ks. prot. Piotrem Hanczarukiem z Jaczna i ks. Dawidem Sulimą z Nowego Dworu. Modlitwie w ołtarzu towarzyszyły chóry: parafialny pod kierownictwem lektora Daniela Grygiewicz oraz dziecięcy chór Bractwa Św. Spirydona pod kierownictwem m. Pauliny Ławreszuk.
W nabożeństwie uczestniczyli też duchowni Kościoła rzymskokatolickiego oraz przedstawiciele władz samorządowych i służb mundurowych: proboszcz parafii pw. Opatrzności Bożej w Kuźnicy ks. Adam Dawidowicz, wójt Gminy Kuźnica Paweł Mikłasz oraz z ramienia PSG w Kuźnicy - mjr SG Tomasz Monachowicz, kpt. SG Cezary Wasilewski i st. chor. SG Mariusz Prochorski.
Tegoroczne uroczystości miały szczególny wymiar, przypadły bowiem w czasie gdy Cerkiew wspomina 1700. rocznicę odnalezienia Krzyża Pańskiego w Jerozolimie. Wydarzenie, którego tradycja wiąże z cesarzową Heleną, niezmiennie pozostaje żywym elementem pamięci i przypomina o prawdzie, że krzyż nie jest jedynie historycznym symbolem, ale ponadczasowym znakiem obecności Boga w ludzkim życiu. Święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego niesie ze sobą też pozorną sprzeczność. Krzyż, będący pierwotnie narzędziem męki i śmierci, po odnalezieniu zostaje wyniesiony i otoczony czcią. To, co było symbolem hańby, stało się znakiem zwycięstwa. To, co oznaczało śmierć, stało się drogą ku życiu. Ów dysonans starał się wyjaśnić w przygotowanym kazaniu o. Piotr.
- Dla nas zrozumiałe i naturalne jest to, iż krzyż jest czczonym symbolem religijnym, a samo drzewo, na którym Chrystus poniósł śmierć dla naszego zbawienia, budzi w nas najgłębszy szacunek. Często jednak zapominamy, jak radykalnym przełomem jest takie podejście do krzyża i jak głęboko zszokowani i zdumieni byliby ludzie współcześni Chrystusowi i apostołom, gdyby zobaczyli nas, czczących krzyż. W czasach Chrystusa krzyż był narzędziem haniebnej egzekucji. Był to sposób pozbawiania życia, celowo opracowany tak, aby odebrać ofierze wszelką godność. Najpierw człowieka bito biczami, potem zmuszano go do wleczenia poziomej belki krzyża na miejsce kaźni, a następnie przybijano go gwoździami wbijanymi w ręce i nogi. Następnie podnoszono skazańca - tak, by był doskonale widoczny ze wszystkich stron. Śmierć nadchodziła po długich męczarniach. Chrystus wziął na siebie śmierć i przekleństwo, aby dać nam życie i błogosławieństwo. Mówiąc słowami świętego Andrzeja z Krety: „Jezus, Syn Boży, przemienił dla nas przekleństwo w błogosławieństwo. Krzyż nie jest już przedmiotem przekleństwa; klątwa została przybita do krzyża; Chrystus zniweczył klątwę i zesłał na nas błogosławieństwo”. Często widzimy krzyż - na kopułach cerkwi, na rozstaju dróg, na cmentarnych nagrobkach czy na początku lub końcu wsi. Zazwyczaj nasze spojrzenie przesuwa się po tych wszystkich krzyżach, nie zatrzymując się na nich. Można jednak spojrzeć na krzyż inaczej - nie jak na zwyczajny symbol religijny, nie jak na element architektury, ale jak na świadectwo tego, że Bóg poświęcił się dla nas i dla naszego zbawienia oraz odpowiedzieć na to swoją skruchą, wiarą, uczestnictwem w sakramentach i przestrzeganiem przykazań. Odpowiedzieć wkroczeniem na drogę życia wiecznego, do której wzywa nas Cerkiew - pouczał duchowny.
- Drodzy bracia i siostry, w swoim życiu wielokrotnie przeżywaliśmy chwile ogromnego bólu i cierpienia. Jeśli jednak szczerze posłuchamy swojego serca to zrozumiemy, że z perspektywy czasu ten trudny okres zawsze powodował naszą ogromną przemianę, dawał nam więcej wiary i więcej duchowej siły. Nasz krzyż nie był więc naszym ciężarem, a stawał się orężem zabawienia. Nie zapominajmy nosić tego oręża na swojej szyi, byśmy w każdym momencie życia mogli wziąć krzyż w dłoń ucałować i radośnie powiedzieć: Sława Bohu za wsio, za skorb i za radost - dodał na zakończenie.
Kuźnica przywitała dziś parafian i pielgrzymów piękną aurą, tworzącą wyjątkową scenografię duchowych uroczystości. Słońce, choć nie przypominało już tego z lipca czy sierpnia i budziło świat znacznie później, to uświadamiało zgromadzonym, jak piękna potrafi być polska jesień. Bodaj po raz pierwszy nad Sokólszczyzną pojawiło się dziś też charakterystyczne „babie lato” - delikatne nici pajęczyn, unoszące się nad pagórkowatym krajobrazem okolicy. Tym bardziej przyjemna była świąteczna procesja i krótki dziękczynny molebien, sprawowany pod bezchmurnym niemal niebem, na przycerkiewnym placu.
Zabierając głos, o. Łukasz pozdrowił wszystkich z dzisiejszym świętem, wspominając o jego teologicznym przesłaniu.
- Dzisiejsze święto jest nie tyle smutne, co skłaniające do refleksji. Wydarzenia na Golgocie, które miały miejsce w Wielki Piątek, zaważyły na zbawieniu całej ludzkości - także i na naszym losie. Żeby Chrystus nie zmartwychwstał, daremna byłaby nasza wiara. A widać, że w was ta wiara jest i pozostaje silna, gdyż na tych krańcach naszego kraju ciągle świadczycie o Chrystusie. Daj Boże żeby tak było nadal - powiedział.
Do zgromadzonych zwrócił się także proboszcz kuźnickiej wspólnoty wiernych - ks. mitrat Jarosław Grygiewicz, dziękując za uczestnictwo w nabożeństwach i wspólną modlitwę.
Adam Matyszczyk












































































































